Może po prostu muszę się wypisać. Może muszę otworzyć się na wszystko to, co mnie zewsząd atakuje (co samo w sobie jest jakimś absurdem na kółkach, bo nie atakuje mnie nic poza wiecznym poczuciem beznadziejności) i w końcu, słowami, wylanym rejdżem i czym tam jeszcze, ulżyć sobie w rzeczywistości i poczuć się lepiej.
Jedni nazywają to wakacyjną depresją. Inni w ogóle depresją. Czy taki stan może utrzymywać się latami? Zapewne. Na mnie się utrzymuje. Nie mam wizji. Nie mam pomysłu. Nie mam marzeń (a jeśli już jakimiś zgrzeszę, to tylko po to, by przekonać się, że tak naprawdę są mrzonkami, bo nawet jeśli opierają się o świat realny, to znajdzie się pierdyliard przeszkód, które uniemożliwią mi myślenie o danym marzeniu jako może, ewentualnie, nieśmiało nadającym się do spełnienia.
Napisałam licencjat. Fajnie. Świetnie. Ślicznie i cudownie. Napisałam go w bólach. Wyszedł jakiś koślawy. No ale jest, alleluja, cieszmy się.
I co dalej? Drugi stopień. Uroczo. Wybitnie, Aleksandro, skończysz studia jako kolejny taśmowy magister i nikogo nie będzie obchodziło, że faktycznie znasz język, jesteś w stanie coś powiedzieć na każdy temat poruszany na Twoich studiach i zrobiłaś to z pasji a nie dlatego, że nie miałaś czego robić ze swoim życiem.
Właśnie tak wyglądają moje perspektywy. Może tak nie wyglądają, może po prostu ja je tak widzę? W czarnych jak smoła barwach. Bo innych nie ma. Nie ma barw tęczy. Są szarości, pomiędzy którymi lawiruję bez końca, od jednego bólu głowy do drugiego. Bez większego sensu, nie podążam za żadnym ustalonym wzorem, czy algorytmem. Po prostu wegetuję.
Praca. Dom. Obiad. Naczynia. Pranie. Sprzątanie. Przemeblowanie. Ból głowy. Klikanie. Czytanie. Myśli o pisaniu, które zgniatam jak karalucha. Ciche marzenia, które przeradzają się w ciche łkanie. Brzmię jak emo? Nie. To głos depresji. Głos zagubienia. Głos słyszany na rozdrożach.
To wszystko zapewne jest bardzo prozaiczne. Brak mi w życiu punktu zaczepienia. Bezpiecznych ramion. Powiedzenia mi "Jeśteś fajną dziewczyną. Lubię Cię, to jak gotujesz, Twój humor, Twoje komentarze i to że możemy pograć razem w i podyskutować o wszystkim.
Czy mi lepiej? Nie wiem, z całą pewnością włożyłam część mej niespożytej energii w poirytowane walenie w klawisze.
Jedni nazywają to wakacyjną depresją. Inni w ogóle depresją. Czy taki stan może utrzymywać się latami? Zapewne. Na mnie się utrzymuje. Nie mam wizji. Nie mam pomysłu. Nie mam marzeń (a jeśli już jakimiś zgrzeszę, to tylko po to, by przekonać się, że tak naprawdę są mrzonkami, bo nawet jeśli opierają się o świat realny, to znajdzie się pierdyliard przeszkód, które uniemożliwią mi myślenie o danym marzeniu jako może, ewentualnie, nieśmiało nadającym się do spełnienia.
Napisałam licencjat. Fajnie. Świetnie. Ślicznie i cudownie. Napisałam go w bólach. Wyszedł jakiś koślawy. No ale jest, alleluja, cieszmy się.
I co dalej? Drugi stopień. Uroczo. Wybitnie, Aleksandro, skończysz studia jako kolejny taśmowy magister i nikogo nie będzie obchodziło, że faktycznie znasz język, jesteś w stanie coś powiedzieć na każdy temat poruszany na Twoich studiach i zrobiłaś to z pasji a nie dlatego, że nie miałaś czego robić ze swoim życiem.
Właśnie tak wyglądają moje perspektywy. Może tak nie wyglądają, może po prostu ja je tak widzę? W czarnych jak smoła barwach. Bo innych nie ma. Nie ma barw tęczy. Są szarości, pomiędzy którymi lawiruję bez końca, od jednego bólu głowy do drugiego. Bez większego sensu, nie podążam za żadnym ustalonym wzorem, czy algorytmem. Po prostu wegetuję.
Praca. Dom. Obiad. Naczynia. Pranie. Sprzątanie. Przemeblowanie. Ból głowy. Klikanie. Czytanie. Myśli o pisaniu, które zgniatam jak karalucha. Ciche marzenia, które przeradzają się w ciche łkanie. Brzmię jak emo? Nie. To głos depresji. Głos zagubienia. Głos słyszany na rozdrożach.
To wszystko zapewne jest bardzo prozaiczne. Brak mi w życiu punktu zaczepienia. Bezpiecznych ramion. Powiedzenia mi "Jeśteś fajną dziewczyną. Lubię Cię, to jak gotujesz, Twój humor, Twoje komentarze i to że możemy pograć razem w
Czy mi lepiej? Nie wiem, z całą pewnością włożyłam część mej niespożytej energii w poirytowane walenie w klawisze.
1 comment | Leave a comment
depressed
anxious
excited
disappointed
blank
predatory
weird